Bardzo, bardzo dawno temu - w mrocznych czasach bez internetu - miałam wielki zeszyt w kratkę, w którym wklejałam zdjęcia zjawiskowo pięknych i bardzo eleganckich aktorek. Zeszyt przepadł bez śladu już wieki temu, pewnie w trakcie licznych przeprowadzek moich rodziców, ale do dziś wyjątkowo dobrze pamiętam z niego jedno zdjęcie - niezwykle delikatnej urody blondynkę o chłodnych, błękitnych oczach. Było w nich coś frapującego - smutnego, dystyngowanego i tajemniczego zarazem - tak, jakby Grace Kelly wpatrywała się z niedowierzaniem w całe swoje wyjątkowe życie.

 

Życie, które wielu postrzegało jako bajkę z niepotrzebnym, dramatycznym zakończeniem. Ja również - aż do teraz, kiedy to postanowiłam napisać o ponadczasowej elegancji, którą dla mnie uosabiała Grace Kelly. Jej ulubiony kaszmirowy golf, dopasowany tweed, jedwabna szmizjerka, czy wysmakowane dodatki - torebka od Hermesa, czy sznur pereł - to dziś przecież kamienie milowe w rozwoju damskiej garderoby.

Jednak sama Grace Kelly okazała się zdecydowanie bardziej fascynująca niż jej garderoba. Co więcej - zrozumienie jaką osobą naprawdę była okazało się trudnym, prawdziwym wyzwaniem! Postanowiłam zmierzyć się z całym potopem sprzecznych informacji, biografii pochwalnych i skandalizujących, a nawet mafijnych teorii spiskowych. Dlaczego? Po co? Ponieważ zobaczyłam przede wszystkim kobietę o wyjątkowej osobowości, która nie raz musiała o siebie mocno zawalczyć, aby odnieść sukces, aby realizować swoje marzenia. Kobietę o ogromnej wewnętrznej sile i determinacji, niezwykle wymagającą wobec siebie, co pozwoliło jej tak wiele w życiu osiągnąć, ale też podjąć kilka naprawdę trudnych decyzji, znieść wiele przeciwności i zawsze konsekwentnie, odpowiedzialnie realizować swoje wybory.

Sama Grace powiedziała kiedyś, że „Koncept mojego życia jako bajki sam w sobie jest bajką”. Starając się połączyć informacyjne puzzle w „moją” wersję Grace Kelly zaczynam się z tym stwierdzeniem coraz bardziej zgadzać. Zgadzam się również ze stwierdzeniem, że „czym skorupka za młodu nasiąknie…” to uważam, że główne rysy swojej osobowości oraz najważniejsze dla niej wartości i zasady Grace Kelly wyniosła z rodzinnego domu.

Paradoksalnie - były to solidne, pozytywne wartości: rodzina, pracowitość, solidność, niezależność, sukces, ale przy jednoczesnym braku tego co najważniejsze - akceptacji i miłości. John Brendan Kelly poprzeczkę swoim dzieciom ustawił bardzo wysoko: sam był trzykrotnym mistrzem olimpijskim w wioślarstwie i spełnieniem amerykańskiego snu - swoją multi- milionową fortunę zbudował od zera. Jego żona Margaret była pierwszą w kraju kobietą, która nauczała wychowania fizycznego na uniwersytecie, a także byłą królową piękności i modelką. Państwo Kelly mieszkali w luksusowej rezydencji w Filadelfii, prowadzili bujne życie towarzyskie i obracali się w kręgach prominentnych polityków. Czwórka ich dzieci otrzymała rygorystyczne, katolickie wykształcenie - Grace uczęszczała do konserwatywnej szkoły zakonnej. Jednak w domu od zawsze miała zdecydowanie bardziej „pod górkę” niż jej rodzeństwo. Była bardziej chorowita, zbyt nieśmiała, a zamiast uwielbianego w rodzinie sportu od małego wolała bawić się w teatr - była po prostu inna, czego nigdy nie mógł zaakceptować jej apodyktyczny ojciec. Nietrudno wyobrazić sobie, że często musiała czuć się gorsza, często musiała zabiegać o zwrócenie na siebie uwagi rodziców. To musiały być bardzo trudne przeżycia dla małej dziewczynki, które naznaczyły ją na całe dorosłe życie. I z których chyba nigdy do końca się nie wyzwoliła - nawet wtedy, kiedy sama odniosła wielki sukces.

W 1955 roku odbierając Oskara za rolę w „Dziewczynie z prowincji” z płaczem wyznała dziennikarzom „wreszcie w pełni należę do mojej rodziny”. Ale nawet wtedy jej ojciec, nie kryjąc zaskoczenia sukcesem córki, miał publicznie wyznać: „Myślałem, że to będzie Peggy (najstarsza z rodzeństwa). Wszystko co Grace potrafi, Peggy robi znacznie lepiej.”

O to, aby zostać aktorką Grace musiała ostro zawalczyć - oczywiście głownie z ojcem, który uważał zawód aktorki za coś niewiele lepszego od ulicznicy. Ostatecznie w realizacji jej wielkiego marzenia pomógł niezdany egzamin z matematyki, który zamknął jej drogę na wiele uczelni. Za to w 1947 roku dostała się z wyróżnieniem do najlepszej w tamtych czasach Amerykańskiej Akademii Teatralnej w Nowym Jorku, której mury opuściło wiele aktorskich sław. Ojciec zgodził się opłacać jej studia, ale pod warunkiem, że zamieszka w Barbizonie, najbardziej prestiżowym hotelu w mieście, gdzie mieszkały panny z samych "dobrych domów”.

Jednak „moja” panna z dobrego domu zdecydowała szybko uwolinić się z finansowej smyczy ojca i za namową koleżanek rozpoczęła w Nowym Jorku pracę fotomodelki. Na początku nie było łatwo o zlecenia, ponieważ pięknych blondynek na castingach było na pęczki. Jej aktorski talent pomógł jej jednak wybić się w reklamówkach i już wkrótce szło jej tak dobrze, że szybko była finansowo samowystarczalna, a ojcu zwróciła poniesione koszty swojej edukacji!

Piękna, utalentowana i wygląda na to, że piekielnie ambitna grać zaczyna już na studiach - dostaje pierwsze role teatralne na Brodway’u. Ale potem zalicza na Broadway’u 38 castingów - bez sukcesu - w ciągu dwóch następnych lat. Jednak w między czasie pojawiają się angaże w TV a wiosną 1950 roku, dwudziestojednoletnia Grace ma już swoją agentkę - tę samą, która zajmowała się karierą Marlona Brando!

Na początku swojej kariery Grace myślała raczej o związaniu się z teatrem. Jednak talent, uroda i spory łut szczęścia na początku szybko otwierają jej szeroko drzwi do wielkiej kariery na dużym ekranie. Sol C. Siegel, potężny producent z 20th Century Fox, zobaczył bowiem Grace Kelly w broadwayowskiej sztuce "Ojciec" Augusta Stringberga, i polecił ją reżyserowi Henry’emu Hathaway, który akurat szukał obsady do filmu "Czternaście godzin”. Ta pierwsza rola Grace na dużym ekranie w 1951 roku jest bardzo maleńka i być może nie byłaby wystarczająca do bycia zauważoną przez Hollywood, ale wystarczyła, by młodziutką aktorkę zauważył sam Garry Cooper, który akurat odwiedził plan filmowy. Oczarowany jej osobą wspominał później, że Kelly była „inna od tych wszystkich seksownych kociaków, jakich widzieliśmy zbyt wiele”.

Młodą aktorkę zapamiętał również ktoś jeszcze - Fred Zinnemann, który miał okazję zobaczyć jej zdjęcia próbne do pewnego filmu, który nigdy nie powstał. I to właśnie Fred Zinnemann w 1952 roku obsadził 23-letnią Grace u boku niemal 30 lat starszego od niej Garry’ego Coopera, w głośnym westernie "W samo południe”, który wszedł pierwszej piątki najwybitniejszych westernów w historii kina. Jednak sama Grace była mocno niezadowolona ze swojej gry - uważała, że nie potrafi dostatecznie mocno wyrazić emocji. Co więc zrobiła? Zapisała się na dodatkowe zajęcia z gry aktorskiej u najlepszych nauczycieli!

A już rok później grała u boku Clarka Gable i Avy Gardner w kręconym w Afryce „Mogambo" Johna Forda. Za rolę Lindy Nordley w Mogambo młodziutka aktorka otrzymała nagrodę Złotego Globu oraz nominację do Oscara za drugoplanową rolę żeńską. Jednak uważa się, że to dopiero Alfred Hitchcock w pełni dostrzegł i ukazał talent aktorski Grace Kelly. To on nazwał Grace wulkanem pokrytym lodem i umiejętnie wydobywał w swoich filmach te sprzeczności jej osobowości.

Została jego muzą i ulubioną aktorką, a rok 1954 był chyba najbardziej pracowity i owocny w jej karierze - zagrała aż w czterech filmach - w tym w dwóch u Hitchcocka właśnie oraz w dramacie „Dziewczyna z prowincji” George’a Seatona, za rolę w którym w 1955 r dostała Oskara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej.

Co ciekawe na wielkim ekranie Grace spędziła tylko 5 lat - od 1951 do 1956 roku i zrobiła w sumie 11 filmów, zdobywając za nie wiele prestiżowych nagród. Najwyraźniej wielki talent i jeszcze większa pracowitość w dążeniu do doskonałości pozwoliły Grace osiągnąć tak wiele w tak krótkim czasie.

Wychowana w duchu przedsiębiorczości świetnie radziła sobie również w świecie wielkich, filmowych korporacji, do których w tamtych czasach aktorki, podpisujące długoletnie kontrakty, należały zarówno profesjonalnie, jak i prywatnie. Niezależna z natury Grace niechętnie sama podpisuje taki kontrakt z Metro-Goldwyn-Mayer, ale bardzo zależy jej na zagraniu w Mogambo u boku ówczesnych, wielkich gwiazd - Clarka Gable i Avy Gardner. Nigdy zresztą nie polubiła Hollywood i miała o nim jak najgorsze zdanie. Jeden z jej przyjaciół powiedział, że "dla niej Hollywood to była tylko gra. Działała jak kobieta interesu, co pomogło jej zwyciężać w utarczkach z Metro. Znała zasady gry w korporacji i grała tak, żeby wygrać.” Grace konsekwentnie odmawiała grania, jak to sama ujęła „pięknych, ale tępych klaczy zaprzęgowych”, uważnie dobierała scenariusze, reżyserów … oraz zawsze miała ostatnie zdanie w kwestii strojów, które nosiła na ekranie.

Nie do końca była jednak w stanie zapanować nad marketingową machiną MGM, która od początku przypisała jej wizerunek dystyngowanej damy uwikłanej w burzliwe romanse ze zbyt starszymi i zbyt żonatymi mężczyznami, a także praktycznie ze wszystkimi partnerami filmowymi. To ostatnie nie jest do końca prawdą, ale faktem jest, że na partnerów od samego początku Grace wybierała dużo starszych mężczyzn, jakby szukała w nich niespełnionej ojcowskiej miłości i akceptacji. Jej związki nie są trwałe - często kończy je sama, niektóre odrzuca jej rodzina.

Dlatego Oskara odbiera sama. Do ogromnego 17-o pokojowego, własnego apartamentu w Nowym Jorku przy Piątej Alei wprowadza się sama. Ma 25 lat, świat u stóp i najwyraźniej czuje się samotna, wychowana w tradycyjnych wartościach marzy o założeniu własnej rodziny, ale jej kolejni mężczyźni najwyraźniej nie kwalifikują się na męża.

Właściwego kandydata na męża Grace znajduje absolutnym przypadkiem - ale od razu bardzo spektakularnie i … przy niezamierzonej pomocy Alfreda Hitchcocka, który nigdy zresztą nie przebolał utraty swojej ulubionej aktorki, oraz dzięki komercyjnym interesom „Paris Match”. Pierwszy nakręcił w 1955 roku świetny film z Grace, rozgrywający się na Lazurowym Wybrzeżu - „Złodziej w hotelu”, a następnie wydelegowano Grace do reprezentowania amerykańskiej ekipy na festiwal w Cannes. Z kolei „Paris Match” chciał mocno podbić swój nakład aranżując sesję zdjęciową księcia Monako Rainera III, wówczas najbardziej pożądanego kawalera świata, z najpopularniejszą aktorką roku…. Aktorka na sesję jechać nie chciała z powodu barku czasu, a potem prozaicznego braku prądu w swoim hotelu, zaś książę się spóźnił godzinę… Pierwsze spotkanie aktorki i księcia, na dodatek w asyście aktualnego amanta Grace - aktora Jean-Pierre Aumont’a, było chyba mało udane dla obojga, ale wyśmienite dla prasy, która swój cel z łatwością zrealizowała.

Grace wróciła do Stanów i wysłała kurtuazyjne podziękowanie do Rainera za spotkanie, szczególnie że ten starał się nadrobić „tyły” z powodu swojego spóźnienia i oprowadził ją po swoim książęcym pałacu i jego ogrodach. Książę odpisał i tak zaczęła się pomiędzy nimi coraz bardziej osobista korespondencja, a wraz z nią najwyraźniej zaczęło kiełkować uczucie. I okoliczności były sprzyjające - Grace szukała właściwego kandydata na męża, a Rainer III właściwej kandydatki na żonę. Szczególnie książę, odpowiedzialny za dynastię Grimaldich, która nieprzerwanie rządziła Monako od XIII wieku, znajdował się pod niezłą presją traktatu z Francją z 1861 roku, na mocy którego księstwo miało przejść pod protektorat Francji, jeśli zabraknie następcy tronu. A już dużo wcześniej książę oficjalnie zapowiedział rodakom, że pomimo świadomości ciążących na nim obowiązków ożeni się tylko z miłości…. W roku 1955 miał 32 lata i ciągle nie było widoków na ślub i chrzciny w pałacu książęcym.

Coś jednak było już mocno na rzeczy pomiędzy Grace i Rainerem, skoro już po kilku miesiącach korespondencji książę spakował walizki i pod koniec roku 1955 udał się w podróż do Stanów Zjednoczonych. Bardzo urocze są stare nagrania z pierwszych dni tej wizyty, kiedy nagabywany przez dziennikarzy o cel podróży, mocno zmieszany Rainer unika odpowiedzi w temacie swoich planów matrymonialnych. Na pytanie jeśli miałby się ożenić, to z jaką z dziewczyną, odpowiada - z najlepszą - czyli z taką, która będzie miała wiele zalet, bo on sam na okropny charakter :) W końcu jednak wszystko staje się jasne - książę w pierwszy dzień Bożego Narodzenia przybywa do domu Kellych w Filadelfii i o dziwo zostaje zaakceptowany przez wymagającą głowę rodu, choć ponoć nie obeszło się bez drobnych złośliwości typu „wioślarz to z niego nie będzie”.

Trzy dni później Rainer oświadcza się Grace i zostaje przyjęty. Tą jedną decyzją Grace diametralnie zmienia swoje dotychczasowe życie - definitywnie i świadomie rezygnuje z ukochanego aktorstwa w szczycie swojej popularności i kariery, co zgodnie ogłaszają z Rainerem na konferencji prasowej. W zamian wybiera miłość oraz wiele nowych obowiązków - ma zostać księżną maleńkiego państwa w Europie, urodzić następców tronu i godnie reprezentować swój nowy kraj. Ale nie tylko - i tu chyba leży nie zauważony w pełni geniusz biznesowy całego przedsięwzięcia. Dziś królewscy celebryci otwarcie zarabiają miliony na rodzinnych wydarzeniach, choćby jak obecnie księżna Kate i książę William na urodzinach córeczki. Myślę, że Grace i Rainer sześćdziesiąt lat temu przecierali im wszystkim szlaki. I zrobili to świetnie, ratując świecący wówczas pustkami skarbiec księstwa Monako.

Pierwsza inwestycja w księstwo to 2 mln dolarów, które a konto ślubu wpłaca ojciec Grace. Cała oprawa ślubu przecież kosztuje krocie - od odmalowania pałacu w Monako na przyjęcie swej nowej pani, poprzez widowiskową wyprawę całej rodziny Kelly przez Atlantyk na pokładzie SS ”Constitution” - wraz z 70 gośćmi weselnymi i 110 reporterami! Skończywszy na spektakularnych ceremoniach ślubnych - króciutkiej cywilnej 18 kwietnia, po której za to wydano przyjęcie w ogrodach pałacowych dla wszystkich dorosłych obywateli Monako - i kościelnej w monakijskiej katedrze Św. Mikołaja, która odbyła się następnego dnia z wielką pompą i w iście królewskiej oprawie. Ślub książęcej pary w 1956 roku został nazwany „ślubem stulecia” i ściągnął do Monako 600 znakomitych gości z całego świata, a 16 000 tysięcy reporterów zalało maleńki kraj, aby relacjonować wydarzenie. Przed telewizorami na całym świecie 13 mln widzów z wypiekami oglądało transmisję ceremonii ślubnej. Sukces komercyjny tego przedsięwzięcia był gwarantowany!

A później było już tylko lepiej - za sprawą Grace maleńkie Monako stało się bardzo modne, dochody z turystyki i sprzedaży pamiątek się podwoiły, co wraz z kasynem i genialnymi ulgami podatkowymi dla przedsiębiorców, zapełniało po brzegi skarbiec księstwa i konta książęcej pary. Wielu biografów Grace uważa, że nie była ona szczęśliwa w małżeństwie, że w Monako trzymała ją jedynie trójka dzieci, które na mocy podpisanego traktatu małżeńskiego miała stracić w razie rozwodu. Sugerują, że Grace źle czuła się w swojej „pałacowej” roli, że ogromnie bardzo brakowało jej aktorstwa. Przecież jednak decydując się na ślub z Rainerem - a nie musiała tego robić - wiedziała, że czeka ją diametralna zmiana w całym życiu. Czy przewidziała do końca jej konsekwencje? Na pewno nie i czy było jej czasami ciężko - na pewno tak. Ale obowiązki głowy państwa oraz marki spełniała do samego końca wzorowo, z właściwym sobie opanowaniem i dystynkcją. Ponieważ zawsze robiła to, do czego się zobowiązała z najwyższą starannością i jak najlepiej potrafiła.


Rainer wsparł swoją żonę, kiedy dostała propozycję powrotu do filmu w 1962 roku od samego Alfreda Hitchcocka. Pomimo astronomicznej gaży 1 mln USD Grace nie przyjęła ostatecznie roli, ponieważ na drodze stanęli jej sami obywatele Monako - zbyt pruderyjni w tamtych czasach nie chcieli oglądać na ekranie swojej księżnej w ramionach innego mężczyzny. Grace jednak w końcu wróciła do aktorstwa - o czym mało kto wie - w stylu akceptowalnym dla piastowanego stanowiska. W 1977 użyczyła głosu do filmu o dziecięcym balecie z Leningradu, potem czytała poezję z Europie i Ameryce - tak chociaż spełniając się w swoim talencie. Poza tym w swojej szerokiej działalności charytatywnej wspierała rozwój talentów innych artystów - Princess Grace Foundation istnieje do dziś i nadal sponsoruje monakijski balet i operę. Założyła też fundację AMADE Mondiale, realizującą inną, równie ważną dla Grace działalność na rzecz poprawy sytuacji dzieci na całym świecie. Obecnie tą misję swojej matki kontynuuje Karolina Grimaldi stojąc na czele fundacji.

Grace odeszła niespodziewanie, w wyniku tragicznego wypadku 13go września 1982 roku, kiedy w wyniku nagłego udaru mózgu księżna straciła panowanie nad swoim samochodem i ten runął w przepaść. Do dziś trwają spekulacje na temat prawdziwej przyczyny śmierci księżnej. A przecież udar mózgu nie był rzadkością w rodzinie Kellych - zabił też brata Grace, a jej matka mocno ucierpiała również z tego powodu. Czy przyczyną ataku była kłótnia z 17-o letnią, niesforną już wówczas Stefanią, która jechała razem z matką? Grace przeżyła wypadek, jednak uszkodzenia mózgu były nieodwracalne i żyła tylko dzięki aparaturze podtrzymującej życie. Następnego dnia po wypadku książę Rainer podjął bardzo trudną decyzję o jej wyłączeniu. Pogrzeb księżnej Grace odbył się 18 go września w katedrze Św. Mikołaja, żegnało ją 400 gości i całe maleńkie Monako. Książę Rainer, który nie ożenił się ponownie, został po śmierci w 2005 roku pochowany u boku swojej żony.

Dla mnie Grace na zawsze pozostanie wzorem kobiety, która wie, czego chce, która mierzy ambitnie i wysoko, i jest w stanie ciężko pracować na swój sukces. Kobietą, która potrafi dokonać często trudnych życiowych wyborów i podejmować trudne decyzje, a potem je konsekwentnie i odpowiedzialnie realizować. Trzeba mieć w sobie dużo wewnętrznej siły, aby tak świadomie umieć kształtować swoje życie i się w nim nie zatracić. Tak, to prawda, elegancja jest przede wszystkim stanem umysłu. I taką elegancją Grace była przede wszystkim bardzo silna.

Materiałów dotyczących Grace Kelly jest całe mnóstwo w internecie. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o jej życiu - polecam Wam dwa poniższe filmy, które koncentrują się na faktach, a nie na ich dowolnych interpretacjach. Najważniejsze bowiem jest - i to w każdej sprawie - wyrobić sobie własne zdanie :)

Możecie również poszukać ciekawostek na temat samego, pięknie położonego na Lazurowym Wybrzeżu Księstwa Monako. Piękne zdjęcia zabiorą Was w zrelaksowane, ale bardzo eleganckie klimaty. A jeśli zamarzy Wam się swobodna, nowoczesna elegancja inspirowana kolorami i nastrojami Lazurowego Wybrzeża, to zapraszamy do obejrzenia wiosenno - letniej kolekcji Manor of Elegance: www.mofe.pl